Po latach marzeń w końcu podjęłam decyzję, kupiłam bilety i lecę do Australii!

Czuję ogromną adrenalinę, radość, ale i jestem pełna obaw jak przeżyjemy tak długą podróż.

Przed nami 22 godziny lotu i 30 godzin w podróży. Lecę linią Emirates z jedną przesiadką w Dubaju. Bardzo zastanawiam się jak będzie wyglądało to nasze podróżowanie po Australii z dwoma małymi urwisami 2 letnim Fryderykiem i 4,5 letnim Franciszkiem.

Decyzja zajęła mi jedyne 26 lat. Pomimo tego, że doskonale zdaję sobie sprawę, że może nie jest to najlepszy moment na tak dalekie podróżowanie z tak małymi dziećmi i to bez męża. To lecę!

Myślenie o Australii zaczęło się dla mnie, gdy poznałam Julitę, moją przyjaciółkę. Właśnie w głowie odtwarzam jak siedziałyśmy w wielkich korzeniach wierzb płaczących i rozmawiałyśmy o tym gdzie chciałybyśmy pojechać. Ja zawsze wiedziałam, że do Australii. Pewność miałam pewnie dzięki Julicie, a właściwie dzięki jej babci, która mieszkała w Australii i słała do naszego świata, w którym wszystkiego brakowało kolorowe zdjęcia, dolary, ciuchy, pluszowe kangury i ciepłe słowa. To niby nie moja babcia, ale Julita dzieliła się ze mną praktycznie wszystkim co babcia jej przysyłała. I to było cudowne. 

Australia przez długie lata była nieosiągalna najpierw ze względów finansowych, a potem ze względów czasowych. Przeprowadzki, studia, praca na kilku etatach, zasuwanie w korporacjach. Zwyczajnie nie było czasu na marzenia. 

Potem wyjechałam na antypody ciążowo – połogowo – macierzyńskie i miałam wreszcie trochę czasu. Dzieci są angażujące, ale w głowie zrobiła się przestrzeń na inny rodzaj myślenia i przewartościowania dotychczasowego trybu życia. Udało się z maluchami pojechać do Barcelony, Rzymu, Turcji, Grecji i w jeszcze kilka fantastycznych miejsc. 

Potem bardzo trudno wracało się do normalności i zwykłego ułożonego, rutynowego życia. 

Potem wyszła książka Pana Marka Niedźwieckiego – Australijczyk i która wylądowała na pianinie w salonie i co dzień przypominała o Australii. 

Potem w Lidlu sprzedawali podświetlane globusy i jeden z nich stanął obok książki na pianinie i świecił po oczach Australią. 

Im bardziej wchodziłam w teksty ksiąg o Down Under, w zdjęcia pięknych plaż, filmy tym bardziej tonęłam.

Dzięki wszystkim „potem” pięknie, dobrze poświrowałam i dotarło do mnie po raz kolejny, że Australia to przecież moje największe marzenie, z którym jestem od podstawówki albo i jeszcze dłużej i nie może już dłużej na mnie czekać. 

Bardzo zainspirowana wpisem http://www.sarniezycie.pl/jedno-slowo-3-podejscia postanowiłam, że w roku 2017 będę ODWAŻNA. Wchodzę w ten rok bez długiej listy celów do realizacji. Skoncentrowana tylko na jednym słowie, które będzie prostym drogowskazem dla mnie na cały rok.

MAMApożycza będzie COURAGE.

Rozpoczyna swoją podróż z dziećmi do Australii.

Follow me